Wiele osób narzeka, że wykonują zawód całkowicie nieadekwatny do swojego wyższego wykształcenia. "Nie potrzeba kończyć studiów, by siedzieć na kasie w markecie" - mówią. A jednak racji nie mają. Siedząc gdzieś w Anglii i narzekając muszą pamiętać, że to właśnie tam powstał zawód (funkcja?) który wymagał szlacheckiego pochodzenia i to nie byle jakiego. Wszak pierwszą osobą, pełniącą tę funkcję, był William Sereford, Pierwszy Markiz Hereford.
A funkcja to odpowiedzialna. I choć czas pracy krótki i nieregularny, to jednak wymagana była obecność prawie non stop w pobliżu króla. Tak, króla! Tylko król mógł wymagać od swych pracowników szlacheckiego pochodzenia. Zatrudniony miał do dyspozycji własny pokój (oczywiście w pobliżu komnat królewskich), sowite wynagrodzenie, możliwość konwersacji z władcą... Wystarczy przejrzeć listę osób, wśród których są hrabiowie, markizi a nawet lord by wiedzieć, jak nobilitujący był to zawód. Byle kto nie mógł pełnić tej funkcji. Przez ponad trzysta lat wybierano starannie kandydatów, by mieć pewność, że nie zawiodą i do swej pracy starannie się przyłożą.Niestety, na początku XX wieku stanowisko zostało zlikwidowane.
Zastanawiam się, czy dziś dla ludzi z wyższym wykształceniem taka praca byłaby nobilitująca?
Ach, chyba nie napisałem, co to za stanowisko.
Po angielsku brzmi bardzo ładnie: Groom of The Stole.
W praktyce polegało to na myciu i podcieraniu królewskiego tyłka, kiedy władca raczył załatwić swe potrzeby.
Your arse is clear, Your Majesty...